Gdyby ktoś spojrzał na nią z zewnątrz – nauczycielka, mieszkanka szczecińskiego bloku, zwykła kobieta bez klasztornego habitu i bez aureoli widocznej gołym okiem – pewnie nie domyśliłby się niczego szczególnego. A jednak za tą pozornie szarego koloru codziennością kryło się jedno z najbardziej niezwykłych duchowych świadectw w powojennej Polsce. Historia Alicji Lenczewskiej to opowieść o tym, jak zwyczajne życie może stać się niezwyczajną przestrzenią spotkania z Bogiem.
Alicja Lenczewska była polską mistyczką, nauczycielką i autorką dwóch dzienników duchowych opublikowanych pod tytułami Świadectwo. Dziennik duchowy oraz Słowo pouczenia. W zapiskach tych opisywała przede wszystkim swoje wewnętrzne rozmowy z Jezusem Chrystusem, a także z Matką Bożą, świętymi i aniołami. Urodzona w rodzinie o małopolskich korzeniach, przez całe zawodowe życie była związana ze szkołą. Nic w jej biografii nie wskazywało na to, że zostanie kimś, kogo dziś tysiące ludzi nazywa „mistyczką naszych czasów".
Jej droga do głębokiej wiary nie była prosta ani oczywista. Stosunkowo późne nawrócenie i zawirowania życiowe przywracają nadzieję tym wszystkim, którzy mają poczucie, że ich droga zaprowadziła ich tak daleko od Chrystusa, iż nie ma już do Niego powrotu. To właśnie ten wymiar jej historii porusza chyba najbardziej. Nie była kimś, kto od dzieciństwa szedł prostą ścieżką ku świętości. Była człowiekiem podobnym do wielu z nas.
8 marca 1985 roku Alicja uczestniczyła w rekolekcjach dla animatorów w Gostyniu prowadzonych przez księdza Mariana Piątkowskiego z Poznania. I tam stało się coś – jak sama napisała – co zmieniło zupełnie jej życie. Tam stanął przed nią Jezus.
Trudno nie zatrzymać się przy tej dacie. Zwykłe rekolekcje, zwykłe miejsce, a jednak wszystko odtąd potoczyło się zupełnie inaczej. Jakby ktoś nagle otworzył okno w ciemnym pokoju – nie wybuchając fajerwerkami, lecz po prostu wpuszczając światło. Od tamtego momentu Alicja zaczęła prowadzić duchowy dziennik, który przez kolejne ćwierć wieku wypełniały słowa zapisywane w głębokiej modlitwie.
Przez 25 lat życia prowadziła dialog z Jezusem, zapisując objawione jej pouczenia. Wszystko podporządkowała życiu zgodnemu z duchem Ewangelii: pomagała potrzebującym, nieustannie modliła się jak założycielka jednoosobowego zakonu kontemplacyjnego.
Wyobraźmy sobie to tak: przez ponad dwie dekady kobieta mieszkająca w bloku – nie w klasztornej celi, nie na pustyni ojców, lecz pośród zwykłego miejskiego zgiełku – prowadziła życie ukrytego mnicha. To metafora, która jednak dobrze oddaje rzeczywistość. Im mocniej wchodziła w mistyczną modlitwę, im bliżej była Chrystusa, tym bardziej harmonijnie łączyła w sobie rozmaite elementy życia – ten doczesny i ten wieczny.
Czy możemy sobie wyobrazić, jak wiele wymagało to od niej wewnętrznego skupienia w świecie, który nieustannie rozprasza i hałasuje?
Jej dzienniki obejmują dwa okresy: Świadectwo. Dziennik duchowy zawiera zapiski z lat 1985–1989, natomiast drugi dziennik, Słowo pouczenia, pochodzi z okresu 1989–2010. To łącznie blisko trzydzieści lat duchowej dokumentacji – rzeka słów, które płynęły z ciszy modlitwy prosto na kartki zeszytów.
Nie jest łatwo opisać językiem racjonalnym to, czym jest mistyczna literatura duchowa. Ale warto spróbować. Dzienniki Lenczewskiej to nie pobożne rozważania ani teologiczne traktaty. To coś znacznie bardziej osobistego – zapis wewnętrznego głosu, który rozpoznawała jako Boże pouczenie, kierowane najpierw do niej samej, a przez nią – do każdego, kto zechce słuchać.
Słowa zapisane w jej dziennikach nie epatują nadzwyczajnością. Właśnie ta prostota okazuje się być ich największą siłą. Jej zapiski są napisane przystępnym językiem, myśli są zazwyczaj krótkie, jakby dostosowane do epoki mediów społecznościowych, obrazy pasują do wyobraźni ludzi XXI wieku.
Jeden z zapisanych przez nią fragmentów brzmi: „To, co zapisujesz, jest po to, aby ludzie zrozumieli, że Ja chcę mówić do każdego, by pokierować nim, ustrzec od zła i wprowadzić na drogę zbawienia. Słyszenie w sercu Mojego głosu nie jest darem nadzwyczajnym, wyjątkowym. Każdy go otrzymał w chrzcie świętym i każdy może rozpoznać pouczenia Moje, jeśli będzie ich pragnął i oczekiwał."
To zdanie robi piorunujące wrażenie, bo odwraca potoczne myślenie o mistyce. Nie jest ona zarezerwowana dla wybranych – zdaje się mówić Lenczewska – lecz dostępna dla każdego, kto szczerze szuka.

Lenczewska nie pojawiła się znikąd. Autor biografii patrzy na jej spuściznę w kontekście obfitej literatury mistycznej, począwszy od św. Teresy z Avili, przez św. Teresę z Lisieux, aż po św. Faustynę. To wielkie poprzedniczki – kobiety, które w różnych epokach opisywały swoje doświadczenia Boga w sposób, który przetrwał stulecia.
Poniższa tabela pokazuje, jak można umieścić Lenczewską na tle innych ważnych mistyczek chrześcijańskiego Zachodu:
| Mistyczka | Epoka | Główne dzieło | Charakter doświadczeń |
|---|---|---|---|
| Św. Teresa z Avili | XVI w. | Twierdza wewnętrzna | Kontemplacja, modlitwa myślna |
| Św. Teresa z Lisieux | XIX w. | Dzieje duszy | Droga małości, codzienność |
| Św. Faustyna Kowalska | XX w. | Dzienniczek | Miłosierdzie Boże, objawienia |
| Alicja Lenczewska | XX/XXI w. | Świadectwo, Słowo pouczenia | Dialog z Chrystusem, świecka codzienność |
Każda z tych kobiet przynosiła coś nowego – a Lenczewska wniosła wymiar szczególnie ważny dla nas: była osobą świecką, żyjącą pośród świata, bez zakonnych ślubów i instytucjonalnego wsparcia. To czyni jej drogę szczególnie bliską współczesnemu człowiekowi.
Wiarygodność jej duchowych zapisków nie jest kwestią jedynie osobistej wiary czytelników. Po jej śmierci w 2012 roku miejscowy arcybiskup szczecińsko-kamieński Andrzej Dzięga powołał komisję teologiczną w celu zbadania, czy treść zawarta w jej zapiskach jest zgodna z nauczaniem Kościoła. Opinia teologów była jednoznacznie pozytywna. Obie publikacje, Świadectwo i Słowo pouczenia, uzyskały imprimatur wikariusza generalnego.
Ksiądz doktor Mieczysław Piotrowski, współautor jej biografii, stwierdził, iż „teksty te należą do pereł literatury religijnej". A ponieważ ocena ta nie pochodzi od piszącego te słowa, lecz od teologa i znawcy duchowości, warto wziąć ją poważnie.
Alicja Lenczewska odeszła 5 stycznia 2012 roku. Minęło ponad dziesięć lat – i co ciekawe, jej popularność nie słabnie, lecz wciąż rośnie. Fragmenty jej duchowych zapisków, zwłaszcza dialogów z Jezusem, publikowane w internecie są szeroko komentowane i udostępniane. Wielu czytelników odnajduje w nich odpowiedzi na osobiste pytania oraz impuls do nawrócenia i pogłębienia wiary.
Co za tym stoi? Może właśnie ta prostota, o której była już mowa. Może fakt, że jej słowa nie brzmią jak kazanie z ambony, lecz jak rozmowa przy stole. Może to, że pisała jak ktoś, kto sam nie miał wszystkiego poukładanego, kto szukał, błądził i – w końcu – odnalazł.
Jednym ze świadectw przywołanych w biografii jest historia Tomasza Kawiorskiego, który po lekturze dziennika przeżył – jak sam mówi – „duchowe tsunami". Powrót do sakramentów, pielgrzymki i zaangażowanie w życie wiary stały się początkiem nowego etapu jego życia. To tylko jedna z wielu podobnych historii. Takich świadectw jest znacznie więcej, a każde mówi o tym samym: coś w tych zapiskach dociera tam, gdzie inne słowa nie trafiają.
Niedawno ukazała się nowa, obszerna biografia mistyczki – dzieło Ewy K. Czaczkowskiej, uznanej polskiej biografki, autorki książek o kardynale Wyszyńskim, siostrze Faustynie i księdzu Popiełuszce. To ważne, bo Czaczkowska to historyczka z prawdziwego zdarzenia, nieodpuszczająca ani jednego faktu bez weryfikacji.
Autorka prowadzi czytelnika przez duchową drogę Alicji Lenczewskiej – od lat oddalenia od Boga, przez późne nawrócenie, aż po doświadczenie głębokiej relacji z Chrystusem. Książkę uzupełnia rozmowa z kapłanem oraz świadectwa osób, które przypisują jej wstawiennictwu łaski nawrócenia i umocnienia.
Popularność myśli Alicji Lenczewskiej wynika z ich uderzającej prostoty, głębi teologicznej oraz faktu, że pokazuje ona drogę do świętości dostępną dla każdego człowieka świeckiego, żyjącego w zgiełku współczesnego świata.
Warto przeczytać tę biografię choćby po to, by zobaczyć, że świętość nie wymaga wyjątkowych okoliczności. Wymaga tylko – jak by powiedziała sama Lenczewska – pragnienia słuchania.

Ks. dr Piotrowski powiedział kiedyś, że jej teksty to perły literatury religijnej. Ale perły, jak wiadomo, są owocem trudu i czasu, nie pojawiają się natychmiast. Lenczewska pisała swoje dzienniki przez ćwierć wieku, często w ukryciu, bez pewności, że kiedykolwiek ktoś je przeczyta. Gdy zapisywała swoje dzienniki, nie wiedziała, co się z nimi stanie. Dziś pomagają tysiącom ludzi w odnalezieniu drogi do swojego wnętrza i do Boga.
Thomas Merton, jeden z najważniejszych chrześcijańskich pisarzy duchowych XX wieku, napisał kiedyś: „Największa chwała Boga przychodzi przez najzwyklejszych ludzi". Lenczewska zdaje się potwierdzać tę intuicję całym swoim życiem.
Co więc pozostaje? Pozostają słowa. Pozostaje pytanie, które jej zapiski stawiają każdemu czytelnikowi: czy ja też chcę słuchać? Nie trzeba od razu klasztoru, mistycznych wizji ani nadzwyczajnych doświadczeń. Wystarczy, jak mówiła sama mistyczka, pragnąć – i zacząć.
Jeśli chcesz poznać jej historię od podszewki, sięgnij po najnowszą biografię – Alicja Lenczewska. To lektura, po której – jak piszą ci, którzy ją przeczytali – trudno wrócić do dawnego sposobu myślenia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze